Image Alt
Blog

Morskie przesądy i tradycje

Długie czerwone włosy, lśniący ogon i mała rybka za kompana to cechy Arielki, czyli najbardziej znanej syrenki na świecie. Jej przodkowie nie wzbudzają jednak aż takiej sympatii. W czasach Homera, syreny posiadały skrzydła, ostre szpony, a ich zamiary praktycznie zawsze były złowieszcze. Nic więc dziwnego, że przez tysiące lat budziły strach w niejednym żeglarzu.

Każda grupa społeczna posiada swoje przesądy, więc nie mogły one ominąć również żeglarzy. Ludzie pływają po wodzie już od blisko 5 tysięcy lat, stąd czasu na powstanie różnorakich legend i mitów było bez wątpienia wystarczająco. Wpływa na to również bardzo bliski kontakt z samą naturą, która nigdy nie jest w stu procentach przewidywalna, a to tylko napędza ludzkie fantazje.

Syreny, krakeny i latający statek

Średniowieczni kartografowie na swoich mapach umieszczali syreny, smoki czy krakeny. Nie był to wtedy jeszcze tylko chwyt marketingowy, który miał zachęcić do zakupu produktu. Nawet ówcześnie wykształceni ludzie wierzyli w istnienie takich potworów. Wyobrażenia o wodnej nimfie, czyli połączeniu kobiety z ciałem ryby, znane jest przede wszystkim z Odysei. Miały one kusić żeglarzy swoim śpiewem, a następnie ich zabijać. O ile załogi wielkich statków nie obawiały się zbytnio rekinów, to na myśl o krakenie było już kompletnie inaczej. Według legendy, stwór miał blokować Cieśninę Gibraltarską, a jego siła była w stanie wciągnąć cały statek pod wodę. Najprawdopodobniej, pierwowzorem krakena jest kałamarnica olbrzymia, która potrafi osiągnąć kilkanaście metrów długości. Akurat w tym przypadku obawy ludzi można zrozumieć, choć nigdy nie udokumentowano przypadku, aby to zwierzę zatopiło jakikolwiek statek.

W obecnych czasach, dużym źródłem morskich mitów są filmy z serii Piraci z Karaibów. W typowym dla siebie hollywoodzkim stylu ukazane są syreny czy też przeklęty statek Latający Holender. Według oryginalnej legendy, kapitanem tego okrętu miał być Hendrik Van der Decken. Obecnie znanych jest kilka wersji tej historii, jednak ostatecznie cała załoga tego statku skazana jest na wieczne pływanie po wodach, za swoje niegodziwe występki. Wśród morskiego społeczeństwa, Latający Holender ma podobną reputację do UFO, ponieważ wielu świadków jest przekonanych, że ów okręt widziało. Jednym z nich był nawet Jerzy V król Wielkiej Brytanii z początku XX wieku, który będąc jeszcze księciem, pełnił służbę na jednym ze statków, pływających po australijskich wodach. Według tego co opisał w dzienniku pokładowym, okręt lśnił czerwonym blaskiem i przypominał osiemnastowieczny żaglowiec.

W mitologii greckiej, syreny słynęły ze swoich hipnotyzujących pieśni, które doprowadzały żeglarzy do obłędu.

Kraken to pochodzące ze skandynawskiej mitologii, przerażające, gigantyczne stworzenie morskie atakujące statki.

Sposoby na wiatr

Teraźniejsi marynarze nie są już tak uzależnieni od natury, ponieważ statki napędzane są silnikami. W przeszłości, warunki na morzu dyktował natomiast wiatr, a z nim jak z deszczem – bywało różnie. Indianie znani byli z tańczenia w celu wywołania opadów. Swoje sposoby na uzyskanie wiatru mieli również żeglarze. I tutaj należy zajrzeć do Biblii, a dokładnie do postaci Jonasza. Nie wykonał on polecenia Boga, który nakazał mu udać się do Niniwy. Jonasz zdecydował się popłynąć w odwrotnym kierunku, czym rozzłościł Boga i sprowadził na statek sztorm. Ostatecznie załoga wyrzuciła go za burtę, a niekorzystna pogoda ustąpiła. Zgodnie z tą historią, na statkach, w przypadku braku wiatru, zaczęto szukać biblijnego Jonasza. Najczęściej obrywało się sternikowi, ale na szczęście nie kończyło się to tak drastycznie jak w Piśmie Świętym. Bywał on przegoniony ze swojego stanowiska, a kapitan wybierał następcę. Jeśli nowemu sternikowi się poszczęściło i w trakcie jego pracy zaczęło wiać, mógł liczyć na małą nagrodę.

Jeśli odnalezienie pechowego Jonasza nie pomogło, próbowano kolejnych sztuczek. Inną z nich było wyrzucenie starych butów za burtę. Dodatkowo, w bezwietrzną pogodę zachęcano do gwizdania, co generalnie na statkach jest surowo zabronione. W przeszłości, na pokładach niemile widziane były kobiety, których obecność miała przynosić pecha. Jednak, kiedy już przedstawicielka płci pięknej wchodziła na statek, według przesądu powinna podrapać paznokciem podstawy masztu. Wszystkie te pomysły miały na celu zapewnienie wiatru w trakcie podróży. Dopiero stosowanie napędu silnikowego, pozwoliło pomału odstąpić od tych tradycji.

Kłopotliwe daty

Wydaje się, że do wypłynięcia z portu wystarczy korzystna pogoda. Nic bardziej mylnego, ponieważ duży wpływ na to miał również aktualny dzień tygodnia. Żeglarze ze wschodu przestrzegali przed rozpoczynaniem rejsu w piątek, ponieważ był to dla nich dzień obrzędów religijnych. Przyjęło się to również prawie w całej Europie, ale nie w Hiszpanii. Wszystko za sprawą Krzysztofa Kolumba i jego pierwszej wyprawy do Ameryki, która rozpoczęła się właśnie w piątek. Późniejsi hiszpańscy marynarze uznawali ten dzień jako idealny do wypłynięcia z portu. Katoliccy żeglarze unikali natomiast następujących dni: 2 lutego, pierwszy poniedziałek kwietnia, drugi poniedziałek maja oraz 31 grudnia. Wszystko przez kataklizmy, które według Biblii właśnie w te dni nawiedziły ludzkość. To tylko niektóre z licznych tradycji i przesądów, które przez lata kształtowały się na morzach całego świata. Pomagały one często marynarzom poradzić sobie z siłami przyrody, na które nie mieli wpływu. Rozwój techniki i nauki spowodował, że tradycyjne zachowania na statkach nie były już tak popularne, a z czasem stały się właśnie starymi przesądami. Bez wątpienia warto je jednak pielęgnować, ponieważ tworzą one wspaniałą kulturę żeglarską.

Jak głosi legenda, Latający Holender jest statkiem widmo, skazanym na żeglowanie po otwartych morzach i oceanach w nieskończoność.