Image Alt
Blog

Co skrywa Bałtyk? Wraki na dnie morza Bałtyckiego

Morze Bałtyckie jest określane najmłodszym morzem świata, ponieważ w obecnej formie liczy sobie około 4 tysięcy lat. Jest to zbiornik o stosunkowo płytkim dnie, które skrywa niesamowicie ciekawą historię. Niewielkie jego zasolenie i chłodne wody sprawiły bowiem, że wiele zatopionych wraków nie uległo zbyt dużym zniszczeniom i na obszarze blisko 415 tysięcy kilometrów kwadratowych znajduje się prawdopodobnie około 3 tysięcy zatopionych statków.

Pierwszym z wraków, o którym chciałabym opowiedzieć jest żaglowiec odkryty niedaleko Łeby. Odnalazł go pewien rybak, kiedy to w 2004 roku zajmował się swoją pracą i całkiem przypadkowo wyłowił kawałek deski. Mężczyzna postanowił oddać materiał do analizy, która wykazała, że jest to właśnie fragment zatopionego statku. Jednak nadal nie było wiadomo, w którym miejscu Bałtyku zatonął ten okręt. Do akcji wkroczyli płetwonurkowie, którzy dzięki mapie miejsc, o które zaczepiała się sieć rybacka, odnaleźli strefę zatonięcia żaglowca. Po dokładnej analizie i licznych badaniach wywnioskowano, że zatopiony okręt pochodził z Anglii i liczył sobie ponad 200 lat. Co równie interesujące, zachował się pod morską wodą w bardzo dobrym stanie.

Trochę przykrej historii i mało ekologicznego zachowania…

Kiedy w 1945 roku II wojna światowa dobiegła końca, zaczęto zastanawiać się, co zrobić z pozostałościami po materiałach wybuchowych, używanych w działaniach wojennych. Niestety, nie był to czas myślenia o ekologicznych rozwiązaniach i nie poświęcano zbyt dużej uwagi ochronie środowiska, dlatego większość niepotrzebnego materiału znalazła się w głębinach naszego morza. W wyniku nierozważnych działań na dnie akwenu znajduje się dziś prawdopodobnie ponad 50 tysięcy ton niebezpiecznych środków chemicznych, które mogą zagrażać bezpieczeństwu na morzu. Trzeba bowiem pamiętać, że beczki, w których znajduje się niebezpieczny materiał stale korodują w połączeniu z wodą i stają się coraz bardziej nieszczelne. Niestety, nie do końca wiadomo, w którym miejscu zatopiono zbiorniki, dlatego operacja wydostania ich z morskiego dna zapewne jeszcze potrwa.

Innym okrętem zatopionym na dnie Bałtyku jest polski statek ORP Kujawiak. Kiedy przestał być już potrzebny na morzu, postanowiono wykorzystać go w inny sposób. Zatopiony w płytkim miejscu, mógł bowiem służyć jako atrapa prawdziwego statku, która znosiła naloty bombowe. Okręt sprawdził się w swojej roli bardzo dobrze i nie jeden raz przyjął na siebie ostrzał nieprzyjaciela, ponieważ można na nim dostrzec wiele dziur.

Beczki z niebezpiecznymi odpadami stanowią poważny problem dla podwodnego ekosystemu

Tragedia „Jana Heweliusza”

W styczniu 1993 roku na morze wypłynął prom noszący nazwę „Jan Heweliusz”. Tamtego dnia warunki pogodowe ani trochę nie sprzyjały morskim wyprawom. Na otwartym morzu, niedaleko niemieckiej wyspy Rugia prom napotkał na swojej drodze silny sztorm, który z łatwością mógł przewrócić okręt. Doświadczona załoga postanowiła działać i uruchomiła system, którego zadaniem było dbanie o zachowanie równowagi promu. Kiedy huragan chwilowo ustał, statek ustabilizował przechył dzięki działaniu systemu, ale przy następnym porywie wiatru przyjęte wcześniej rozwiązanie okazało się nieskuteczne i prom zatonął.  Była to największa katastrofa morska w powojennej historii polskiej marynarki handlowej.

Trzy tragedie

Na morzu niedaleko brzegów Łeby, znajduje się miejsce katastrofy, która zdarzyła się podczas II wojny światowej. Statek zatopiony na głębokości prawie 50 metrów nosił nazwę „MS Wilhelm Gustloff”. Do katastrofy w 1945 przyczynił się radziecki okręt podwodny. Była to ogromna tragedia, ponieważ na pokładzie znajdowało się wówczas ponad 10 tysięcy pasażerów. Niestety, radzieckie wojska nie poczuły skruchy i nie zaprzestały swoich działań, gdyż po bardzo krótkim czasie zaatakowały kolejny niemiecki statek, na którym znajdowało się blisko 3 tysiące pasażerów. Te dwie katastrofy nie zakończyły dramatów rozgrywanych na morzu, ponieważ kilka miesięcy później niemiecki statek „Goya” został stratowany ponownie przez radziecki bombowiec. Zaczęto strzelać, a jedna z torped trafiła wprost w maszynownię statku, co doprowadziło do przełamania się go na dwie części.  

Wszystkie trzy statki, o których opowiedziałam nazwane zostały „Titanicami Bałtyku”, chociaż warto zaznaczyć, że łącznie podczas tych działań wojennych zginęło o wiele więcej osób niż na znanym Titanicu.

Często wyjeżdżamy na wakacje nad Bałtyk i zachwycamy się jego urokami. Niewątpliwie posiada on piękną i zróżnicowaną linię brzegową, a morski krajobraz koi niemal wszystkich. Warto jednak, zwłaszcza w letnim wakacyjnym czasie, zgłębić tajemnice, które skrywa morska toń…

Nie tylko przy Polskim nabrzeżu osadzone są wraki statków. Na zdjęciu szkuner „Raketa” niedaleko miasta Loksa w Estonii

Autor: Hania Irzymska

Artykuł powstał przy współpracy z II Liceum Ogólnokształcącym w Nowogardzie.